| Dodal Lech J. Michejda, dnia 26-06-2009 15:52 |
Nie był to muzyk z mojej bajki…, ale nie z mojej bajki był również Elvis… jednak twierdzę - „ Michael Jackson wielkim był”.
Tak jak wielu przed nim, a jak na razie niewielu po nim, znalazł trwałe miejsce w historii muzyki rozrywkowej. Nie interesują mnie jego perypetie życiowe, jego ekscentryczne pomysły, nie on pierwszy i nie ostatni miał różne dziwne „wyskoki”. Patrząc na to, co aktualnie wyczyniają „jednosezonowe gwiazdki” to Jackson wydaje się wzorem rozsądku… Ale nie o to chodzi. W moim życiu, Michael Jackson zaistniał w latach 80-tych, dzięki mojemu ledwo nastoletniemu wtedy synowi. Sprowadzane od rodziny w Stanach koszulki z jego podobizną, kasety z jego muzyką. Ale i to, co mnie bezpośrednio dotyczyło - Michael Jackson w polskiej TV. Wtedy można było obejrzeć albo czarno-białe klipy z „odgrzewaną” muzyką polskich lat 60-tych, albo siermiężne „festiwale piosenki różnej (żołnierskiej, radzieckiej itp.)”. I nagle pojawia się coś zupełnie innego - muzyka dynamiczna, chwytliwa i ta oprawa - świetna choreografia, drobiazgowo dopracowany scenariusz z dobrze pomyślaną fabułą, barwna scenografia i on, perfekcyjnie się poruszający. To było coś wtedy zjawiskowego, coś, czego nie widzieliśmy wcześniej. To „wciągało”. Maestria Michaela Jacksona nie wzięła się z „nikąd” to ciężka praca w „The Jackson Five” pod kierunkiem apodyktycznego ojca, to ambicja, aby nie być już do końca życia kojarzonym z małym, pucołowatym afroamerykaninem o słodkiej buzi cherubinka. Dlatego kiedy pojawił się w latach 80-tych na scenie, nie tylko wiedział, co chce osiągnąć, ale był do tego znakomicie przygotowany - muzycznie, głosowo, choreograficznie i był już „dojrzałym showmanem”, przyznam, showmanem jakich niewielu. Jackson nigdy nie był „doskonale sterowaną puppet on a string”, to on „rządził na scenie”. Był też kompozytorem, a to wielki atut. Nie każdy kompozytor jest zaraz świetnym muzykiem, ale muzyk, będący jednocześnie kompozytorem to „piorunująca mieszanka”. W tym tkwi przyczyna nie tylko jego sukcesu, ale i tego, że nie zniknął po krótkim czasie a ugruntował sobie pozycję „króla popu”. Zastanawiałem się na ile to, że śpiewał kiedyś gospel w kościelnym chórze miało wpływ na jego wrażliwość muzyczną. Z tego nurtu wyszło wielu wielkich, że wspomnę Arethę Franklin i innych znakomitych muzyków soul. Nurt „Tamla Motown”, w którym „The Jackson Five” miało swój udział też w końcu wywodzi się poprzez soul z gospel. Nie chcę tu pretendować do roli wielkiego muzykologa, ale dlaczego nasunęła mi się ta refleksja. Zamierzeniem Michaela Jacksona nie było zrobienie kariery dla kariery jako takiej. Był świetnie przygotowany do osiągnięcia czegoś dużo większego - pozostawienia znaczącego śladu w muzyce pop. I to osiągnął, zawdzięczając sukces swej ambicji i pracowitości, ale również temu „czym nasiąknął za młodu”.
Wielu wielkich „speców od muzyki” będzie snuć swe „głębokie myśli” na temat fenomenu Michaela Jacksona, mój głos przy nich to jak pisk myszy… Przychodzi mi jednak na myśl coś takiego, że czasem ważnym jest nie tylko ”zjawić się na scenie” we właściwym czasie, a to się akurat Jacksonowi doskonale udało, ale i „zejść ze sceny” także we właściwym czasie. Czy Jackson miał szansę na wielki come-back? Oczywiście fani zakrzykną gromko, że tak. I pozornie mają rację - ilość sprzedanych biletów na lipcowe koncerty, czy to, że z planowanych kilkunastu koncertów trzeba było zrobić czterdzieści kilka pozornie o tym świadczą… Ale czasem los czy Opatrzność „wtrąca swoje trzy grosze”. I wtedy okazuje się, że legenda będzie trwać wiecznie. Czy dziś podchodzący pod siedemdziesiątkę Jimm Morrison, podstarzały Fredie Merkury nie staliby się „karykaturą samych siebie”? Czy właśnie to, że swoje wtrąciła tu Opatrzność nie pozwoliło zachować ich w naszej pamięci w najlepszej formie? Dlatego żałuję Michaela Jacksona jako człowieka, odejść w wieku pięćdziesięciu lat, to jak dla człowieka o wiele za wcześnie, ale z drugiej strony pozwoli mi to pamiętać go pełnego energii, dynamicznego, showmana wielkiej klasy. Dlatego powiem jeszcze raz "The King is Dead, Long Live the King!” Przeczytaj również:
Michael Jackson nie żyje
Piątek, 26 Czerwiec 2009
Gwiazdor muzyki pop Michael Jackson nie żyje - poinformowała agencja Associated Press. Informację o śmierci artysty podał jako pierwszy serwis internetowy TMZ. Jackson stracił przytomność...Czytaj dalej...
|
|